„Kiedy nie mamy czasu na sprzątanie i pozbywanie się zbędnych rzeczy, bałagan narasta sam” Leo Babauta
Jestem z pokolenia serialu „Wojna domowa”, którego fabuła, pomimo upływu lat, jest wiecznie żywa.
W jednym z odcinków pod tytułem „Dzień Matki”, jest fragment, który do dziś mam przed oczami. Grana przez wspaniałą Irenę Kwiatkowską, tytułowa MAMA, ma swoje święto. Tata z synem postanawia uroczyście podejść do tematu. Mama ma dostać śniadanie do łóżka.
I tu zaczyna się zabawa. Bo chcąc zrobić kawę, okazuje się, że kawy w pojemniku pod tą samą nazwą nie ma... jest w pojemniku z napisem MĄKA... Jest cały splot wspaniałych wydarzeń, o których nie będę się rozpisywać. Polecam ten odcinek z całego serca.
Natomiast aby uniknąć takich karkołomnych poszukiwań, warto jest zadbać o to by wszystko miało swoje sensowne miejsce. W tym wszystkim chodzi o ergonomie i ułatwianie sobie życia. Wystarczająco dużo miewamy styczności z yogą logistyczną w innych aspektach.
Zdaję sobie sprawę, że bycie Indianą Jones z „Poszukiwaczy zaginionej Arki”, ma swoje podłoże emocjonalne, bo jak wielka jest radość gdy wreszcie znajduje się to czego szukało się zdecydowanie za długo! Tylko czy zawsze chcesz wywracać wszechświat do góry nogami?
Nie sądzę.
Pół biedy gdy jest to damska torebka (tak, w niej czasem są prehistoryczne skamieliny), gorzej gdy jest to garderoba, szafa czy pudełko z biżuterią lub szuflada ze skarpetkami.
Bałagan niestety nie zniknie sam, tak jak sam się też nie robi. Potrzebny jest bohater, który go pokona. Z chęcią pomogę ci być tym bohaterem. Sprawię, że przestrzeń, w której żyjesz, będzie uporządkowana, bezpieczna, ergonomiczna i przyjemna dla oczu.
Pokażę wam zdjęcia bez pudru i lukru. ( FOTY Z ŁAZIENKI MONIKI)
Sprzątanie to niemal sztuka eliminacji chaosu. Zarówno w miejscu, w którym mieszkasz jak i w głowie.
Pierwsze doświadczenie z declutteringiem (nie miałam wtedy pojęcia, że funkcjonuje takie określenie branżowe) miałam w 2010r. Jedna ze znajomych widząc jak żyję we własnym mieszkaniu, poprosiła mnie o „ogarnięcie” jej przestrzeni życiowej”. Głównie chodziło jej o duży pokój dzienny, trochę kuchni, przedpokój, kącik zabaw w ogrodzie dla, wówczas małych dzieci i jej garderoba.
Jak się zapewne domyślacie, rozpoczęłyśmy od garderoby. Co zostaje, co na wydanie, co do konteneru.
Dziś tych możliwości jest więcej. Portale wyprzedażowe, garażowe weekendy i tym podobne sposoby są pomocą na wyciągnięcie ręki. Oczywiście wszystko rozbija się o czas, jakim dysponujemy. Bo to, że masz chęci a niekoniecznie czas, wnioskuję po tym, że tu jesteś :)
Cały proces zajął nam dłuższy weekend, bo wybrałyśmy się jeszcze na garderobiano=domowe zakupy. Ubrałam ją od stóp do głów, w międzyczasie przenosząc lampy, stoły czy książki, oraz zrobiłam „organizator codzienny” wieszając go w kuchni dla wszystkich domowników.
Efekt końcowy - satysfakcja i radość nas wszystkich.
Nie sprawdzam czystości. Nie biegam z lupą, nie zakładam białych rękawiczek. Co najważniejsze - nie oceniam. Jestem by doradzić, pomóc, podpowiedzieć, znaleźć rozwiązanie. Wspieram w nierzadko trudnych decyzjach. Bo wiem, że chaos potrafi mieć różne podłoża.
Pomogę w określeniu tego co zostaje, co do oddania, bo nie wszystko powinno trafić na śmietnik. Zasada „Zero Waste” jest mocno przyświecająca temu zadaniu.Jeśli gnasz od szafki z kubkiem do kawiarki z drugiego krańca kuchni, zabawki dziecka są wszędzie, a „magiczna szuflada” macha do ciebie białą flagą... Czas powiedzieć STOP.
Wówczas masz parę rozwiązań. Możesz zadzwonić lub napisać do mnie, a ja pojawię się niczym Łowca duchów i przywrócę równowagę w nawiedzonym domu. Możesz też wyłączyć światło i bałagan rozmywa się w ciemności. Gorzej jak wejdziesz gołą stopą na klocek LEGO lub włączysz światło. Ból będzie porównywalny.
Przytłacza cię ten głos z tyłu głowy, że musisz zabrać się za porządki w szafkach kuchennych? W garderobie nie ma miejsca na wyprasowane rzeczy, na które wydane zostały ciężko zarobione pieniądze, więc układasz je gdzie się da, a potem przykrywasz je kolejną partią ciuchów?
W garażu jest wszystko tylko nie samochód? Okazuje się, że bez doktoratu jesteś doktorem habilitowanym od prokrastynacji. Zrolujesz Świat do końca internetu, aby tylko nie podjąć rękawicy i zmierzyć się z demonami chaosu.
Niestety, zamiatanie pod dywan nie rozwiązało jeszcze nigdy żadnego problemu. W świecie materii tym bardziej. Powoduje to jedynie wzrost frustracji i wprost proporcjonalnie zmniejsza nam kubaturę pomieszczeń. Szable w dłoń i na koń! Czas się z tym rozprawić.
Jesteś we właściwym miejscu. Sama jestem sentymentalna i z ogromnym szacunkiem podchodzę do przedmiotów ze „skarbca rodzinnego”. One najczęściej są bezcenne.
Dlatego niczego nie będziesz pozbywać się impulsywnie, a rozważnie.
Powiedzmy, że...
- dostajesz spazmów na myśl o zrobieniu porządku (mistrz prokrastynacji)
- czujesz przytłoczenie ilością rzeczy, które tylko z założenia są na swoim miejscu, a stale go poszukują
- nie do końca wiesz jak te wszystkie rzeczy posegregować, chociaż masz świadomość, że śrubokręt nie powinien leżeć w szufladzie obok trzepaczki do jajek
- gromadzisz żywność jak na czas zagłady nad Światem, tylko nie sprawdzasz dat przydatności do spożycia, albo zdążyły zalęgnąć się mole
- wiesz, że jak nie teraz to nigdy. Dojrzała w tobie myśl, że musisz wyjść z tego marazmu, chaosu w głowie, dezerterki i mgły mózgowej
- nie masz na tę walkę sił, czasu, mocy przerobowych, pomysłu i weny
Copyright © 2026 Obiekt Subiektywny. All rights reserved.